„Albo odklepujesz, albo idziesz spać.”

O co tutaj chodzi?

MMA to tak złożona dyscyplina, że nie sposób ująć wszystko jednego wieczoru. Rozmaite techniki: od zapasów przez kung fu, karate, sumo, judo i jiu jitsu, a nawet sambo. Według listy Focusa to brazylijska odmiana jiu jitsu ma największy wpływ na to co można zobaczyć podczas starcia dwóch współczesnych gladiatorów. Bastionem MMA w Polsce jest federacja KSW, która dokonała rewolucji – ci którzy niegdyś zachwycali się Gołotą – oglądają kolejne gale, a fani Mike’a Tysona nie mogą doczekać się kolejnych starć fighterów wychowanych stricte w formule MMA. Boks nie poszedł do lamusa, a mimo to musi ustąpić miejsca na piedestale. Nie ma drugiej tak widowiskowej formuły. I tak świetnie opakowanej.

Początki.

27 luty 2004 rok, Hotel Mariott. Pierwsza gala KSW. Nikt nie spodziewał się, że każda kolejna będzie powodować wybuch mody na rozwijający się w Polsce styl MMA na tak szeroką skalę. Raczkujący sport oraz debiutujący zawodnicy, którzy wywodzili się z najrozmaitszych sztuk walki. Od zapaśników po karateków i judoków. Mierzyli się najlepsi, a w między czasie krystalizowały się zasady i regulamin. Ring bokserski w 2009 roku zamienił się w oktagon. Rzesza fanów rosła i dziś pozwala na niebotyczne gaże i uposażenia dla fighterów, trenerów i sztabów. Rozpoznawalność z wydarzenia na wydarzenie rośnie – co pozwala na drażnienie kubków smakowych kibiców kolejnymi pojedynkami.

Transmisje w Polsacie pozwoliły na szerokie grono odbiorców. Początkowo mylone z walką bez zasad, KSW szybko nabierało kształtu, jaki chcieli nadać mu twórcy. Martin Lewandowski i Maciej Kawulski – to oni są odpowiedzialni za rozpropagowanie i szerzenie federacji w kraju, ale też za granicą. Ich wkład – finansowy przede wszystkim – ale również znajomości i kontakty pozwalały nie hamować dynamicznej sytuacji KSW w Polsce. Dziś zbierają  kokosy, ale mimo to dbają o każdą gale – najmniejsze detale i dyspozycja zawodników, cały fightcard i oprawa(muzyczna, graficzna, choreografia). Nie odpuszczają niczego, i w zamian za to dostajemy emocje na najwyższym poziomie.

Swoją determinacją pozwolili nam cieszyć się najlepszymi zawodnikami w kraju, a nie w UFC. Można twierdzić, że Mamed czy Gamrot nie poradzili by sobie w UFC. Ale to dzięki KSW mogliśmy ich oglądać w Polsce na każdej gali. Oferty były. Poszczególni fighterzy odmawiali ponieważ widzieli, że KSW w Polsce tworzy coś niezwykłego. Nie wszyscy – ci, którzy odeszli, jak Jan Błachowicz – w Polsce nie zostawili po sobie wiele. Ci, którzy zostali, tworzyli legendę KSW, i dziś nazywamy ich nie zawodnikami – a dzielimy KSW na ery: przed i po Mamedzie.

Czego chcieć więcej? Nawet po przegranym rewanżu, gwizdy w stronę stolika sędziowskiego jasno wskazywały na to, że werdykt mógłby podlegać komisji rewizyjnej. Zwyczajnie – nikt nie wierzył w to, że taki gość jak Khalidov mógł przegrać – na pewno nie na punkty. Choć nie jestem specjalistą od liczenia, a w skrytości psychofanem Khalidova – to werdykt mógłby być inny i nikt nie mógłby pisnąć ani słowa.

„Wynik może iść w każdą stronę. Wynik w rękach sędziów”– jeszcze na minuty przed werdyktem sędziów powiedział trener  Robert Jocz. Nie widzę w tym kurtuazji. Zgadzam się:  najbardziej sprawiedliwy byłby remis. Pomijając moje prywatne wynurzenia – to jaki spektakl zaprezentował Wilk z Żyrafą było wisienką na torcie – zwieńczenie wszystkiego, do czego w KSW dążono.

Każdy kto miał okazje oglądać galę na żywo – jeśli nie spodziewał się niczego wielkiego – musiał zbierać szczękę z podłogi. Jeśli dziś młody chłopak zaczyna trenować którąkolwiek ze sztuk walki to kiedy zaczyna myśleć o  karierze – musi celować w federacje KSW. Zdeklasowali konkurencję, a PLMMA, pomimo świetnego zaplecza trenerskiego – odstaje, jeśli chodzi o oprawę wizualną gali i reklamę. bo tej pozazdrościć KSW mogą wszyscy producenci nikomu niepotrzebnych gadżetów.

Każda gala ma swoja wiodącą idee, jest budowana na poszczególnych zawodnikach – których porównywanie z gladiatorami jest jak najbardziej na miejscu. W czasach cyfrowej rzeczywistości człowiek wciąż czuje zew krwi, który drzemie w każdym, nawet uśpionym iphonem drapieżniku.

Nasza natura jest nieubłagana. Pragniemy potu, krwi i łez. Każdy, kto chce czuć, że żyje potrzebuje rywalizacji. Udowadniania samemu sobie i innym, że potrafi. Absolutnymi pionierami są w tym zawodnicy KSW, którzy zaprzeczają stereotypom osiłka-idioty. Z małymi wyjątkami – najczęściej w wadze ciężkiej.

„Zawodnicy MMA to są po prostu maszyny.” – Karolina Ito

Podczas rozkwitu federacji i ogólnonarodowej mody na patriotyzm – rozwijała się zdolność ewolucji sztuk walki. Jeszcze na początku dekady drugiego millenium dzieliliśmy zawodników na judoków, karateków, zapaśników. Dziś śmiało możemy włożyć ich do jednego worka – jasne, że występuje jeszcze podział na zawodników stójkowych czy takich którzy gustują w parterze. Ale i striker, i grappler muszą być zawodnikami kompletnymi.

Świetnym przykładem jest Marcin Różalski – pomimo wyjątkowych umiejętności zadawania ciosów – gdyby nie trening „antyparteru”, każda jego walka kończyła by się poddaniem. Natomiast Kleber Koike Erbst wykonując minimum podczas walki w stójce, czeka na błąd rywala i sprowadza go do parteru. Po obaleniu, niczym modliszka, przystępuje do konsumpcji.

Wymogi oktagonu przedstawiają się następująco: albo potrafisz uciekać, albo odklepujesz, albo idziesz spać.

Każdy kto miał okazję kiedyś mierzyć się z zawodnikiem BJJ musi przyznać, że karate nie jest rozwiązaniem. Często nie jest nawet środkiem do celu.

Kiedy czujesz, że twój łokieć właśnie wychodzi ze stawu nie uderzasz. Modlisz się, żebyś był w stanie odklepać, a na następny dzień mógł ruszać ręką. Kiedy duszenie jest domknięte nie zastanawiasz się co zrobisz jak z niego wyjdziesz. Jeśli jest domknięte – możesz zacząć klepać.

Pierwsze pięć gal organizowanych przez  UFC pozwoliły nam poznać wyższość grapplerów nad karate czy kung fu.  Często nie było nawet słychać klepania – nie przyzwyczajeni strikerzy byli usypiani, jak małe dzieci.

Techniki brazylijskiego jiu jitsu powoli rozszerzały swoje wpływy i stały się podstawą tego, by wejść do oktagonu i przeżyć więcej, niż jedną rundę. Pomimo spektakularnych obrotówek, latających kolan i sierpowych to garda zapaśnicza i dosiad stały się kanonem wokół, którego tworzy się kościół wyznawców.

Chwyty i duszenia – są możliwe do wykonania z każdej pozycji. Służą jako ewentualna ucieczka przed młotkami i innymi ciosami na twarz czy korpus. Do tego pozwalają na zdobywanie punktów, odpoczynek bądź poddanie przeciwnika.

Gracie Humaita.

Techniki takie, jak balacha, duszenie trójkątne, klucz( na stopę lub rękę ), kimura czy mataleo dominują walkę w parterze i oprócz soczystych ciosów dostarczają emocji spragnionym fanom.  Kopnięcia i uderzenia pozwalają nokautować, są spektakularne – jednak w porównaniu z latającą balachą  – są tylko ruchami rąk.

Sztuka BJJ powstała, jako połączenie zapasów, judo i ju-jitsu. Poszczególne techniki niszczą gardę, sprowadzają do parteru i bezlitośnie wykorzystują słabe punkty przeciwników. Rodzina Gracie doskonale potrafiła przygotować poszczególnych członków do zawodów. Widać to po wynikach Royca Gracie. Syn założycieli szkoły Gracie Humanita ma rekord jedenastu poddań z rzędu. Dotąd w UFC nikt nie pobił jego osiągnięcia.

Aktualna śmietanka polskiego MMA, na czele z Gamerem, Mamedem, Materlą czy Mańkowskim korzysta z dobrodziejstw grapplingu. Obalenia stosowane przez fighterów można oglądać bez końca – chwyty zapaśnicze, rzuty i wykończenia w stylu BJJ to coś na co warto czekać.

Warto kupić PPV. Warto kupić bilet. Warto tam być. KSW tworzy historię. Historia tworzy legendy. Na naszych oczach powstają zawodnicy, którzy już niedługo pozostaną niezapomniani. Ci, którzy byli w KSW od początku na zawsze będą jego częścią.

Patrząc na KSW nie sposób nie zauważyć, że moda na treningi MMA miała swój start wraz z rozkwitem federacji. Idealny moment to klucz do sukcesu. Kolejne etapy pozwalały zdobywać niezliczona rzeszę fanów i tym sposobem kolejne gale obfitują w kibiców, znanych zawodników, nietuzinkową choreografie – przyciągają tłumy, spieniężają sukces i produkują kolejnych sławnych zawodników, niczym piłkarska szkółka Ajaxu Amsterdam.

Show must go on.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *