KSW 48: Zapowiedź trzecia, Jurkowski – Bekavac

Nie jest to może najbardziej porywająca walka, ale na pewno jest to walka która rozjaśni niewyraźne demony przeszłości. 13 lat temu walka został rozstrzygnięta na korzyść Stjepana Bekavaca. Juras do dziś nie może pogodzić się z porażką. Zadra tkwi w nim głęboko, a serce wojownika podpowiada rewanż – Bekavac uważa, że wygrał ale Juras przypomina sobie, jakby przez mgłę wspominając historie o kontuzji więzadeł stopy i środkach przeciwbólowych.

Jako zawodowy komentator(i spiker na Legii) Juras doskonale wie w jaki sposób podgrzać atmosferę przed walką i toczyć mind games. Nie jest to brudny trash talk w stylu Conora McGregora, ale bardzo przemyślane słowa i wbijane celnie szpilki w postać Chorwata. Chorwata, który ostatnie trzy walki zbierał szczękę z podłogi. Dziś zapowiada, że zamierza nokautować w pierwszej rundzie. Słowa, lekko mówiąc – bardzo na wyrost wobec aktualnej dyspozycji.

Juras – w poszukiwaniu fightera. Portret.

Łukasz Jurkowski – Po prostu Juras. Kibic legi Warszawa. Pierwszy mistrz KSW. Człowiek, którego głosu nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego „wooooooo” znak każdy fan KSW w Polsce. Chłopak często spędzający wakacje u dziadków w Lublinie. Na hali Globus pewnie będzie czuł się jak u siebie. Zna miasto, zna te miejsca i aklimatyzacja to coś co w jego przypadku będzie zupełnie zbędne.

„Jeśli myślisz o przeszłości to skończysz tak samo, jak za pierwszym razem”.

Stipa – czyli uwaga na lewą nogę.

Stjepan Bekavac to prawdziwy bałkański twardziel. Jego pięści są ciężkie niczym tory kolejowe i kilku innych twardzieli miało okazje się o tym przekonać. Jak każdy Chorwat – i zagramy dziś na kilku stereotypach – jak ryba w wodzie czuje się w walce na słowa, niczego się nie boi. Ot, bojownik z Bałkanów.

Jego wielkim szczęściem jest, że Juras postanowił wyrównać rachunki z lat minionych i nakłonił włodarzy KSW do rewanżu po trzynastu latach. Gdyby nie to prawdopodobnie nigdy nie miał by okazji walczyć dla tak dużej federacji. Tym bardziej dając występ tuż przed walką o pas.

Jego motorem napędowym będą ciosy, ale Juras na pewno nie pozostanie dłużny. Dziewięć porażek to nie efekt ciężkiej pracy, a wieku i coraz to bardziej zmęczonych rundami mięśni. Raz w karierze wychodził z podobnej opresji, którą było przegranie trzech pojedynków z rzędu. Podniósł się i zwyciężał przez następne trzy lata osiem razy. W tym z Martinem Zawadą. Warto dodać, że Juras z Zawadą miał okazje bić się dwa razy i oba pojedynki – w tym drugi, tak samo jak z Bekavacem – toczony po latach, przegrać.

Jak widać, rewanże to „ciężki kawałek chleba”, a Juras chce ugryźć jak największy kęs tego czerstwego bochenka. Oby nie połamał zębów.

Andrzej Janisz, jaki i telewidzowie będą musieli zadowolić się obecnością nowego głosu, a Juras skoro nie da nam show od strony mikrofonu, to jego zadaniem będzie dać widowisko od strony czysto sportowej. Będzie robił coś czego nie robił przed publiką już od ponad roku.

Czy człowiek od najlepszego „wooooo” w Polsce stanie na wysokości zadania? Jego energia jest ogromna, jest naładowany jak niemiecki Messerschmitt z czasów bitwy o Anglię. Mimo że pozornie żadna presja nie powinna mu towarzyszyć, to jednak spora grupa fanów liczy na efektowne zwycięstwo, a sam Polak już wplątał się w tarapaty zapowiadając, że liczy na nokaut w pierwszej rundzie. Nokaut efektowny.

Życzę każdemu zawodnikowi efektowych wygranych, ale wracający z emerytury Polak moim skromnym zdanie stawia sobie poprzeczkę zbyt wysoko – i oby w tym cały zamieszaniu, podczas rozbiegu nie popełnił błędu, bo może się to skończyć opóźnionym hamowaniem i spotkaniem z murem bezsensownych wymagań, które wybudował w swojej głowie.

A Juras nic już nie musi udowadniać. Nikomu. Karierę zakończył po dziesięciu porażkach, ale też po szesnastu zwycięstwach. Jest pierwszym mistrzem KSW. Jest jednym z najbardziej lubianych głosów komentatorskich w Polsce. Jest chodzącą i wciąż żywą legendą polskiego MMA.

Można go nie lubić, ale szanuje go niemal całe środowisko. A szacunek to coś, co raz zdobyte i pielęgnowane pozostawia ślad na wiele lat. On go ma i teraz pozostaje przybić ostatni stempel na kanwie swojej kariery, która raz po raz otwiera przed nim kolejne nieodkryte drzwi i zaprasza do środka.

shares