Od samuraja do oktagonu. Historia BJJ.

Adaptacja.

Dziś, jest to jeden z najpopularniejszych stylów, który można oglądać na rozmaitych zawodach na różnych szczeblach(i tutaj pole manewru mamy szerokie – od regionalnych, przez ogólnopolskie do międzynarodowych). W latach 90. BJJ przeniosło się powoli z maty do oktagonu – nie był to proces raptowny. Rzekłbym mozolny – kształtował się adaptując jedynie najlepsze techniki – wybierał rodzynki, które kładły na łopatki każdego twardziela.

Z każdą kolejną galą rzesza fanów zwiększała swoja liczbę i dziś można śmiało powiedzieć, że nie ma MMA bez parteru – a szczególnie bez technik kończenia, które świetnie sprawdzają się na podmęczonym przeciwniku. Doświadczeni gracze potrafią w idealnym momencie zmienić pozycję i zakończyć walkę spektakularnym duszenie bądź dźwignią. Wygląda to na banalnie proste, jednak jest efektem katorżniczej pracy na treningu. Dzień po dniu. Godzina po godzinie. Minuta po minucie walczysz z rywalem, ale i z samym sobą. Doświadczasz katharsis – oczyszczasz się po każdej przegranej i wracasz silniejszy.

Nadchodzi czas rewanżu, a Ty już wiesz, co zrobić. Umiejętnie sterujesz przeciwnikiem, nawet wtedy kiedy on myśli, że jest górą – i w odpowiednim momencie, bolesnym dla niego, niczym użądlenie osy – niespodziewanie, poddajesz go. Jest to niespodzianka tylko dla niego, bo Ty doskonale wiedziałeś, jak obrócić nieudany trójkąt w balachę. Na tym polega jiu jitsu, stworzone przez rodzinę Gracie. Ale po kolei…

At the beggining…

Mamy rok 1878. w Aomori Prefecture rodzi się Maeda Mitsuyo. Już za kilkadziesiąt lat stanie się nauczycielem legendarnego twórcy brazylijskiej odmiany jiu jitsu.

Sztuki judo uczył się w najstarszej i największe szkole na świecie. Kodokan powstała w 1882 roku i ma już 127 lat! Kiedy w wieku osiemnastu lat przyjechał do Tokio, swoją przystań odnalazł właśnie w judo. Mówiono o nim, że ma naturalne predyspozycje by uprawiać te dyscyplinę. Talent i ciężka praca pozwalały osiągać coraz lepsze wyniki, a jego zaangażowanie rosło i dawało efekty. Wkrótce wszyscy w Kodokan znali Maedę i wiedzieli, że to obiecujący judoka.

Po siedmiu latach ćwiczeń(zaczynał najprawdopodobniej w 1897 roku) dostał propozycję tych z gatunku: nie do odrzucenia. Jako adept powoli stawał się ambasadorem judo za granicami kraju. W 1904 roku wyjechał do USA i tam, wraz z Tsunejiro Tomitą – swoim instruktorem, prezentował judo m.in. w West Point, przed U.S. Army.

Następnie drogi obu panów się rozeszły, nauczyciel udał się do West Coast, a Maeda osiadł w Nowym Jorku. Podczas pobytu zaczął cierpieć na okrutną chorobę: chroniczny brak pieniędzy, i pomimo zakazu w szkole Kodokan, zaczął walki przeciwko zawodnikom prezentującym inne style – a dopiero te były dobrze płatne. Najpierw uczył w Princeton University, ale szybko okazało się, że pensja była nie wystarczająca jego potrzebom. Z Kodokanu wyklucza go założyciel szkoły – Jigorō Kanō. Bolesne starcie tradycji z rzeczywistością nie wytrzymuje próby. Jest to pierwszy sygnał dla Maedy, by zacząć tworzyć coś swojego i unikalnego. Zmienił nazwę na jiu jitsu, choć w praktyce w języku japońskim oba wyrażenia mają to samo tłumaczenie. Były to pierwsze kroki nowo powstałego stylu, a on jego twórcą. Można zaryzykować stwierdzenie, że sam stworzył siebie.

Conde Koma.

Szacuje się, że podczas pobytu w Stanach stoczył ok. 2 tys. walk. Jego – mierząca 165 cm – osobowość musiała w ciągu życia udźwignąć o wiele cięższych facetów.  Brał również udział w zawodach w Europie i nawet zdarzyło mu się przegrać dwa razy w Londynie w formule: catch-as-catch-can.

Nie był niepokonany, to już wiemy. Ale jeśli chodziło o pojedynki judo w kategorii gi to nie miał sobie równych – „what’s a undefated man”, można by rzec. W kimonie był nie do złapania(can U catch?).

W 1908 roku w Hiszpanii zyskał przydomek Conde Koma – i stało się to jego drugim imieniem. A jego podróż trwała dalej. Polska w tym czasie odzyskuje niepodległość i organizuje państwo. Maeda melduje się w Brazylii w Belem, i tam tworzy swoja legendę. W 1919 roku na prośbę Gastão Gracie, jego podopiecznym staje się niejaki Carlos Gracie – syn brazylijskiego przedsiębiorcy. Mając niewiele ponad 17. lat chłonie jak gąbka. Już niedługo to on zostanie ponadczasowym sensei, dla wielu pokoleń grapplerów.

BJJ jest, jak niskie drzewo o potężnych korzeniach.

Conde Koma wykłada nowo pozyskanemu adeptowi tajniki nowego stylu. Naucza judo w połączeniu z technikami catch-as-catch-can oraz uderzenia – przeważały te łokciami i kolanami. W polskim tłumaczeniu ten drugi styl często występuje pod nazwą: wolnoamerykanka. Jak wiadomo, polega na powaleniu przeciwnika wszelkimi możliwymi sposobami – w trzech słowach: obalamy bez ograniczeń. W połączeniu z japońską „drogą ustępliwości, miękkości” jest to coś, co można nazwać mieszanką nie tyle wybuchową – co prawie idealną.

Nowy uczeń nie waha się rozwijać swoich umiejętności na ulicy. Słynne „wezwanie Gracie” obiega kolejne ulice, a on zyskuje nowych, coraz silniejszych rywali. Puszczając tekst w stylu: „jeśli chcesz mieć skopana dupę to skontaktuj się z Carlosem Gracie” z miejsca stał się pierwszym kandydatem na celowniku ówczesnych zabijaków z Belem. To pozwoliło rozwijać technikę, ale co najistotniejsze – zaczęto stosować strategie podczas walki.

Sztuka walki, której nauczał pierwotnie, nie była uznawana za nic nowego. Judocy i nauczyciele ju-jitsu od początku nie mogli zrozumieć fenomenalnej skali rozwoju i gremialnej rzeszy fanów, którą zdobyła, ta z początku niepozornie wyglądająca, familia Gracie.

Można się z tym zgodzić, bo BJJ od początku czerpało z innych, uznanych i sprawdzony sposobów zwycięstwa. Nikt się tego nie wstydzi, bo nie ma czego się wstydzić. Z najskuteczniejszych stylów zostały wybrane najskuteczniejsze techniki – to jest czynnik, który decyduje o tak bujnych gałęziach zapuszczonych na całym świecie przez brazylijskie jiu jitsu.

Garść faktów:

Rodzina Gracie to najbardziej niebezpieczna rodzina świata. Pomimo niewielkich gabarytów w starciu z członkami rodziny padali bokserzy, karatecy, judocy…

Bilans Ricksona Gracie w starciach MMA prezentuje się następująco: 11 wygranych walk przez poddanie na 11 stoczonych. Siedem wygranych przez duszenia zza pleców – mataleo rules! Kosmiczna liczba. Zwycięstwo w dwóch turniejach w Japan Vale Tudo Open (1994 i 1995 rok).

Royler Gracie, kolejny z braci, był dwukrotnym panamerykańskim mistrzem w 1997 i 1999 roku, a czterokrotnie zdobywał mistrzostwo świata w latach 1996-99. Jest pierwszym z klanu, który przegrał przez poddanie – pierwszym po kilkudziesięciu latach! Poddał go sędzia podczas gali PRIDE 8, ale Brazylijczyk nie mógł się z tym pogodzić.

Osiągnięcia Royce’a Gracie prezentują się tak: podczas pierwszej gali UFC w 1993 roku zdobył pierwsze miejsce w turnieju, a zawodnicy występowali bez limitu wagowego. W 1994: podczas UFC 2 dotarł do półfinału turnieju, a na gali UFC 3 znów zdobył pierwsze miejsc. Wyczyn powtórzył podczas UFC 4(w tym samym roku. Ma  najwięcej wygranych turniejów. Zwyciężał aż trzy razy. PRIDE Fighting Championships stoczył najdłuższą walkę w formule MMA – trwała 90 minut!

Bardzo ciekawie prezentują się statystyki Rogera Gracie – dziesięciokrotnie sięgał po złoty medal IBJJF w kategorii czarnych pasów. Przecież to jest absolutna hegemonia! Niszczył przeciwników od  2004 do 2010 roku. Jeśli chodzi o walki w formule MMA to stoczył ich dziesięć. Osiem wygrał, w tym sześć przez poddania, jedną przez nokaut, jedną przez decyzję.

Prawnuczka Carlosa, Kyra Gracie to jedna z najbardziej rozpoznawalnych osób wśród kręgów zainteresowanych BJJ, szczególnie w rodzimej Brazylii. Występowała głównie w ADCC i CBBJ w wadze piórkowej i lekkiej. W Polsce kobiety trenujące grappling lub submission fight to rzadkość, a ona należy do absolutnej światowej czołówki.

shares