The X-Warriors: de Fries – Narkun.

Ten pojedynek to czysta pasja do MMA. Obaj dżentelmeni mają na swoim koncie wielkie zwycięstwa, a przed sobą świetlaną przyszłość. Pokonanie Mameda to punkt zwrotny w historii polskiego MMA. Robiąc to po raz drugi, prywatnie złamał mi serce, ale zarazem stał się nowym, niekwestionowanym mistrzem KSW. Po raz kolejny udowodnił, że to jemu należy się pas wagi półciężkiej.

Za to de Fries pokonał Bedorfa broniąc pasa wagi ciężkiej. Obaj są niekwestionowanymi czempionami w swoich kategoriach. Co może przynieść Narkunowi walka w wadze ciężkiej? Wyjścia są, jak zwykle dwa, bo szansa, że walka pozostanie w statusie: no contest przy tego rodzaju zawodnikach jest raczej nikła.

Legenda, pogromca legendy.

Przegrana Narkuna jest o tyle prawdopodobna, że po pierwsze jest po zabiegu ręki, który przeszedł w grudniu po rewanżu z Mamedem. Po drugie nie jest to jego kategoria wagowa, a widzieliśmy, jak to się skończyło w przypadku Khalidova. Przeskok do kategorii wyższej nie jest niczym przyjemnym. Potrafi zaskakiwać, niczym niedawne powołanie do reprezentacji Arkadiusza Recy i Damiana Szymańskiego. No właśnie…nikt ich nie zna.

Co przemawia za Narkunem? Na pewno to, że jest na fali wznoszącej. Jego kariera nabrała zawrotnego tempa, a obroty są podkręcone na najwyższy możliwy poziom. Ma okres zwyżkowy, i jak mówi Mamed, jeśli Tomek „trafi w dzień” to jest w stanie zrobić w oktagonie wszystko byle wygrać.

Kolejnym powodem, który stawia go w uprzywilejowanej sytuacji jest to, że nic nie traci, gdyby nawet przegrał. Nadal zostanie gościem, który dwa razy pokonał żywą legendę polskiego MMA. Nie straci również pasa mistrzowskiego wagi półciężkiej. Raczej nie powinien zostać zdeklasowany, więc nie straci w oczach kibiców tego co już zyskał, poruszając się po drabince prestiżu w federacji KSW  ruchem zdecydowanie jednostajnie przyspieszonym. Wiele wskazuje na to, że ten ruch nie zostanie wstrzymany przez jakakolwiek inną zewnętrzną siłę.

Angielska pogoda.

De Fries ma wiele atutów. Niewątpliwie to gwiazda wielkiego formatu i zawodnik, który zawsze jest naładowany pozytywną energią w klatce. Daje show i potrafi spektakularnie kończyć przeciwników. Jego dyspozycja nie jest zagadką, bo sam potwierdził, że problemy ma już za sobą i jest gotowy na 100%.

Atutem aktualnego mistrza wagi ciężkiej jest znajomość różnych klatek w rozmaitych krajach. To doświadczenie może zaprocentować. Swego czasu zwiedził świat wzdłuż i wszerz. Udało mu się nawet walczyć z Satoshim Ishim w Japonii. W Tokio wprawdzie przegrał, ale trzeba wziąć pod uwagę, że zawalczył trzy rundy po pięć minut na terenie Japończyka.

Phil de Fries bardzo lubi poddania, ale wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę z niezwykle mocnego jiu jitsu Tomasza Narkuna. Nie za darmo ma przecież czarny pas. Jednak już przy pierwszej walce Anglika z Michałem Andryszakiem mogliśmy się przekonać, że on zwyczajnie lubi wygrywać. Kompletnie nie ma dla niego znaczenia w jaki sposób tego dokona. Andryszaka pokonał przez T.K.O. i jest to pewnego rodzaju obietnica, że skoro ma przewagę, bo jest większy, cięższy i silniejszy to pewnie postanowi ją wykorzystać.

Anglik walczył już z czarnym pasem BJJ i nie czuje on przed nim respektu. Karol Bedorf został przez niego uziemiony, a de Fries w dosiadzie to niezwykle niebezpieczna bestia. Zadaniem Narkuna na pewno będzie nie dać się zdominować przez cięższego przeciwnika. W szalonej walce i w wymianie, we wszelkich nietypowych sytuacjach, zawodnik zespołu nazwanego dumnie na jego cześć Narkun Teamem, czuje się jak ryba w wodzie. A sama walka zapowiada się ciekawie, niczym kolejne sezony Breaking Bad. Takiego pojedynku jeszcze w polskim MMA nie mieliśmy!

Podobieństwa.

Obaj karierę rozpoczynali w 2009 roku. Obaj walczyli dla federacji Fiodora Jemieljanienko, M-1 Global, ale dla Phila de Friesa był to jedynie nic nieznaczący i niedawny epizod. Podobnie prezentują się statystyki, jeśli chodzi o liczbę K.O. Tomasz Narkun trzy razy kładł przeciwnika na deski, a Phil de Fries dokonał tego dwa razy w życiu.

Liczba poddań jest naprawdę imponująca, bo po obu stronach barykady wynosi szesnaście. Wart wspomnieć, że dla Żyrafa będzie to dziewiętnasta walka w formule MMA, a dla Anglika dwudziesta czwarta. Obaj są więc zawodnikami doświadczonymi, ale również posiadającymi ciągły młodzieńczy entuzjazm.

Różnice.

Narkun trzy razy obronił pas mistrza wagi półciężkiej, a licząc walki z Mamedem – aż pięć razy! De Fries dokonał tego, jak na razie jeden raz. Co do masy ciała obu czempionów to będzie ona zdecydowanie przewazać na korzyść Anglika. Różnica może wahać się w przedziale 15-20 kg, a to jest nawet, jak na tę kategorię wagową, całkiem sporo.

Narkun zapowiadał już, że będzie ważyć ponad sto kilogramów, maksymalnie sto pięć. Jego przeciwnik to zdecydowane sto dwadzieścia kilogramów żywej masy. Jest to niewątpliwy plus, który może sobie Phil de Fries zapisać w notesie. Ten „detal” może znacząco utrudnić życie Polakowi.

Dwie bestie.

De Fries walczył już z czarnym pasem BJJ i nie czuje on przednim respektu. Karol Bedorf został przez niego uziemiony, a de Fries w dosiadzie to niebezpieczna bestia. Zadaniem Narkuna na pewno będzie nie dać się zdominować przez cięższego przeciwnika. W szalonej walce i w wymianie, we wszelkich nietypowych sytuacjach zawodnik Narkun Teamu czuje się jak ryba w wodzie. A sama walka zapowiada się niezwykle ciekawie. Takiego pojedynku jeszcze w Polsce nie mieliśmy!

 Podsumowanie.

Osobiście wolę pojedynki polsko-obcokrajowe niż polsko-polskie. Jest w tym jakiś element patriotyzmu w dobie zacierania się wszelkich możliwych granic i tradycji narodowych. Nie robię z tego pojedynku trzeciej wojny światowej. Jest to po prostu starcie o pas Polaka z obcokrajowcem. Zawsze jest miło, kiedy ktoś chce wygrywać nie tylko dla siebie, ale również dla swojego kraju.

„Pas zostanie w Polsce” – mówi popularny Żyraf. Jest to spory optymizm, ale tym optymizmem pokonał Khalidova i być może to jest sposób na niepokonanego od czterech walk Anglika. Przed walką, jak na razie nie ma zbyt wiele „złej krwi”. Być może to lepiej – niech klatka wskaże zwycięzcę!

Share