The X-Warriors: Pudzianowski – Kołecki.

„Będzie leżał, będzie bity i będzie płakał.”

Spory bagaż prywaty wiozą na swoich plecach obaj zawodnicy oraz trener Kołeckiego. Mamy w tej walce kilka dodatkowych smaczków, oprócz tego co oferuje nam KSW w zapowiedziach na yt.

Trener Okniński wydaje się wyraźnie nakreślać gameplan dla Szymona Kołeckiego przed starciem z Pudzianem. Utytułowany ciężarowiec ma za zadanie obijać Pudziana, sprowadzić walkę do parteru w stylu „ground and pound” i tam gdzie Pudzian czuje się zdecydowanie słabiej zakończyć walkę techniką bjj lub uderzeniami. Nihli novi, tak Mariusz Pudzianowski pokonał niedoświadczonego w formule MMA Marcina Najmana, a strategiem był Okniński.

Niezwykle pewny siebie jest trener Kołeckiego, jednak nie jest to nic zaskakującego. Nowością jest za to osobisty wątek, który dotyczy obu zawodników oraz trenera. Swego czasu, co nie jest już tajemnicą, Mariusz Pudzianowski zadzwonił do mistrza olimpijskiego z Sydney i Pekinu by odradzić Mirasa Gracie, jako trenera prowadzącego.

Sprawa Pudziana.

Oliwy do ognia dodaje jeszcze sytuacja, w której Pudzianowski rozstał się z Trenerem. Okniński uważa, że Pudzian brał taką ilość sterydów, że nie można było z nim komunikować się w normalny sposób. Sam Mariusz powiedział, że jest gotów na testy antydopnigowe, ale albo nigdy do nich nie doszło, albo są trzymane w szafce z napisem „ściśle tajne”.

Widzimy więc, że antypatia obu panów ma szeroki zakres chwytów. Co więcej, można dodać jeszcze, że Pudzian na jednym z treningów złamał Oknińskiemu nogę. A sam trener twierdzi, że to on zawsze klepał Pudziana, jak mówił w jednym z wywiadów: „siedziałem na nim i biłem go z liścia”.

Całą otoczkę podgrzewa jeszcze pogodzony po wielu latach z włodarzami KSW Okniński, który w swoim stylu powiedział niedawno: Pudzian ma wielkie ego i małe jaja. Widać więc wyraźnie, że walka będzie toczyć się o nie tylko w klatce, ale trwa już od dobrych kilku tygodni w wywiadach. Pozostaje jedynie czekać na konferencję przed samym wydarzeniem, która dostarczy nie mało wrażeń.

Trener Pudziana pewnie bronił by go z całych sił, gdyby tylko Pudzian go miał. Były strongman nie pokazuje treningów, nie wrzuca filmików, które przedstawiały by przygotowania. Ograniczył się jedynie, do krótkich zajawek, gdzie można zobaczyć go z rana na orbitreku. Jest to o tyle ciekawe, że można przypuszczać, iż Pudzian albo rzeczywiście chce pokonać Kołeckiego w konkurencji pt.: orbitrek i inne formy cardio treningu, albo rzeczywiście szykuje coś spektakularnego i z całych sił stara się, żeby Kołecki był zaskoczony.

UFC, KSW i testy.

Bez przerwy wraca kwestia badań nad stężeniem wspomagaczy u zawodników MMA. Niedawno kolejny raz czempionem na gali UFC został Jon Jones, po raz kolejny naszprycowany nielegalnymi środkami, ale włodarze federacji nie pierwszy raz udawali, że tak ma być. Nie rozwijając tego wątku chciałbym tylko zaznaczyć, że celem KSW jest wprowadzić testy w najbliższych latach.

Martin Lewandowski stwierdził: „Nie mamy jeszcze testów antydopingowych, ale docelowo zamierzamy je wprowadzić. Nie chcę jednak deklarować kiedy. To są bardzo duże wydatki i wiąże się to z wcieleniem w życie pewnych procedur. Nie uważam jednak, by w polskim MMA doping był tak dużym problemem, by robić z tego aferę.”

Kilka lat temu Juras wspomniał, że 70% zawodników pomaga sobie tego rodzaju medykamentami. Wymienić kogoś z imienia i nazwiska nie mając cienia dowodu, a jedynie podejrzenia to zwykłe oszczerstwo. Wobec tego trzeba uznać, że wszyscy w KSW są czyści, choć doskonale wiadomo, że to prawdą być nie może, nie jest i nigdy nie będzie. Jak długo będzie na to nieme przyzwolenie, tak długo zawodnicy będą wykorzystywać tego rodzaju pomoce.

Sprawa Kołeckiego.

Warto wspomnieć, że haniebne karty ma w swoim życiorysie również Szymon Kołecki. Jako szesnastolatek został przyłapany na dopingu, a przed zgrupowaniem retabolil(steryd anaboliczny) wyeliminował go z walki o MŚ w Warszawie. Mamy wiec dwie mocno nakoksowane sytuacje  w jego karierze. Za drugim razem został oczyszczony z zarzutów.

Na własny koszt wysłał badania do Berlin i do Warszawy, gdzie jego próbki przeszły proces jeszcze raz. Stwierdzono, że w tej dawce była to pozostałość po leczeniu kontuzji. Leczenie zajmował się jego ukraiński lekarz, który twierdził, że Szymon doskonale wiedział co dostaje.

Sam po latach mówił: „Z tym dopingiem to sprawa była prosta. Gdy miałem piętnaście lat, ktoś nafaszerował mnie jakimś świństwem. To było największe draństwo, które ciągnie się za mną smrodem do teraz.”

Wspominam o tym dla tego, że jest to kolejna barwa, która urozmaica wyjątkowe pod wieloma względami środowisko polskiego MMA. Doping był i pewnie zawsze będzie częścią tego sportu. Czasami warto pomyśleć, jak pewne środki przebadać, podać możliwe skutki uboczne, bo kolejne zakazy mogą jedynie przysporzyć trochę kłopotu zawodnikom dotychczas występującym na galach KSW czy FEN.

Dozwolony doping.

Niektóre normy rozmaitych polepszaczy zostały zatwierdzone przez MKOl. Ustalono, że wskaźnik poziomu testosteronu w stosunku do epitestosteronu nie powinien przekraczać 6:1. Co ciekawe, pierwotnie było to 3:1, ale zawodnicy nie mogli zmieścić się w proponowanym ułamku. Warto dodać, że dla przeciętnej osoby norma wynosi 1,2:1.

Sport zawodowym na poziomie, na jakim chcemy go dzisiaj oglądać, jest coraz częściej cudem medycyny i techniki, a nie nowych metod treningu. To tak jak z modelkami na wybiegu i silikonem. Coraz częściej grzeje nas to, co sztuczne, a coraz mniej to, co prawdziwe i zwyczajnie ludzkie.

Wybór jest prosty, ale większość boi się go zaakceptować: „albo…albo…” jak mówi jedna z reklam. Albo godzimy się z rzeczywistością, i nikt nie piętnuje dopingowiczów. Albo udajemy, ze nic nie widzimy. Ja jednak nie chcę zakłamywać rzeczywistości i gwizdać chyłkiem na wyniki testów Jona Jonesa, z reszta nie pierwszy raz w jego karierze.

Pewne formy dopingu w sporcie stosuje się od kilkudziesięciu lat, ale proces tolerancji nie może od tego czasu osiągnąć zielonego wskaźnika przyzwolenia. W latach 30. ub. wieku mieliśmy nawet przypadki śmiertelne z tego powodu. Nie chodzi o to żeby brać dawki, które zabijają – chodzi o to żeby otworzyć oczy, skoro i tak wielu sportowców bierze sterydy to, do cholery, przebadajmy te niedozwolone substancje.

Bilans.

Wracając jednak do pojedynku obu siłaczy. Kołecki ma bilans 7 stoczonych walk z czego przegrał jedna, ostatnio stoczona w sierpniu z Michałem Bobrowskim. Była to również jedyna walka, która rozstrzygnęła się na punkty. Olimpijczyk pierwszy raz w dotychczasowej karierze zawodnika MMA był w klatce przez 3 rundy po pięć minut.

Przegrał jednogłośną decyzją sędziów, a wszystkie pozostałe walki to K.O. w pierwszych minutach starcia. Jego siła i determinacja pozwalały kończyć walkę przed czasem, ale czy to wystarczy na równie silnego kolejnego oponenta?

Pudzian ma w KSW wszelkie doświadczenie. Dziesięć lat w klatce nauczyło go sporo. Zdobyte szlify stawiają go w roli faworyta i sam  jest o tym przekonany, co niedawno przyznał.

„No niech będzie, jestem tym faworytem”.

Zastanawia mnie jednak, czy ta dodatkowa presja nie będzie dodatkowym a zarazem zupełnie niepotrzebnym balastem. O ile takie opinie rozgrywają się w mediach, to jeśli padają z ust samego zawodnika mogą mocno plątać nogi w klatce, nie wspominając o dalszym rozwoju kariery po ewentualnej przegranej.

Bilans Pudzianowskiego to 12. zwycięstw, 6. porażek i 1. nierozstrzygnięta walka. O wytrzymałość byłego strongmana bym się nie martwił. Jego przygotowanie fizyczne będzie na pewno na najwyższym możliwym poziomie. Jego fanów może martwic gameplan przygotowany prawdopodobnie przez samego zawodnika, a nie przez trenera.

Widzieliśmy kilka razy jak kończy się układanie tekstów piosenek przez piosenkarzy. Niestety nie działa tu prawo wzajemności, że skoro potrafię śpiewać to potrafię też pisać tekst. To jest największa niewiadoma prze walką wieczoru: jak dobrze Pudzian ocenił Kołeckiego i jak dobrze jest przygotowany.

Wiadomo już, że Kołecki ma okazje trenować z byłymi sparingpartnerami Mariusza oraz jego byłym trenerem. Przygotowanie strategiczne jest więc po stronie Kołeckiego, ale czy to wystarczy? Być może popularny Dominator ma plan przygotowany od deski do deski, a jedynie trzyma język za zębami?

W nocy z 23/24. marca poznamy odpowiedź czy rzeczywiście „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”, bo przecież któraś z tych dwóch wielkich postaci musi zejść z klatki pokonana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *