UFC 220: Stipe Miocić vs Francis Ngannou

Głównym wydarzeniem gali w Bostonie było starcie mistrza wagi ciężkiej Stipe Miocica z Francisem Ngannou. Okazało się ono zaskakujące dla wielu, jednocześnie pokazało kilka ciekawych faktów odnośnie sportów walki, które warto wziąć pod rozwagę.  Faworytem starcia nie był jak to zwykle bywa mistrz. Silnie promowany przez UFC Francuski zawodnik kameruńskiego pochodzenia został przez wielu uznany nowym królem jeszcze przed walką – ku takiej ocenie skłaniało jego 6 walk w największej organizacji świata zakończonych przed czasem, w tym odprawienie weterana Alistaira Overeema nokautem w pierwszej rundzie. Ponadto miał przewagę warunków fizycznych: był wyższy, cięższy, z większym zasięgiem i ciosem „prosto z piekła”. Mimo to pas nie zmienił właściciela.

Ta walka pokazała, że nie liczą się tylko warunki fizyczne. Ważniejsze okazały się inne elementy: kondycja, taktyka, timing czy techniczne zaplecze (uniki i balans, zapasy). Pierwszą rundę Miocić zaczął od próby obalenia. Miało to sens zważając na siłę ciosu i zdolność do nokautowania przez jego przeciwnika. Ngannou obronił pierwszą próbę przy siatce, za chwilę nastąpiła kolejna, również nieskuteczna. Po tym trwały najgroźniejsze dla mistrza chwile w całej walce. Jego przeciwnik wyprowadzał ciosy, niektórymi trafiał, jednak szczęka Stipe nie jet określana mianem szklanej. To był pierwszy moment kiedy Chorwat pokazał swój kunszt – świetnie balansował ciałem, unikał ciosów zwiększając tym samym zmęczenie rywala. Ostatecznie walka trafiła do parteru a tam Kameruńczyk miał niewiele do powiedzenia będąc systematycznie obijanym.

W kolejnych rundach kluczową rolę odegrała kondycja. Mistrz był lepiej przygotowany pod tym względem, natomiast pretendent będąc znacznie większym i bardziej umięśnionym wyraźnie odczuwał zmęczenie. Zadawał mniej ciosów, spadła też jego dynamika. Jedynym zastosowaniem dla ogromnej siły była tylko  częściowa obrona w klinczu pod siatką – nie pozwalał się całkiem obalić, jednak zmęczony nie mógł wstać.

Ngannou stracił swoje największe atuty – mimo, że widoczna była jego siła gdy Miocić próbował klinczu, to  eksplozywność spadła do zera. Był przewracany i obijany przez mistrza.

Ostatecznie walka zakończyła się jednogłośną decyzją na korzyść Chorwata. Widoczna była znaczna przewaga w samej walce, mimo gorszych warunków fizycznych. To daje nadzieję zawodnikom będącym mniejszymi w swoich kategoriach wagowych, czy to w MMA czy w BJJ. Okazuje się, że siłę można pokonać techniką, a także że nie należy zapominać o tym, że kluczowe okazać się może przygotowanie kondycyjne, a w połączeniu z dobrze wypracowanymi  innymi elementami pozwala wygrać z większym i silniejszym przeciwnikiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *